Recenzja Dragon Ball Z (seria TV, 1989–1996)

Dragon Ball Z
produkcja:seria TV
odcinki:291
premiera:26 kwi 1989 – 31 sty 1996
czas trwania:25 min
8,0
Bardzo dobre (7 ocen)
#94

Kontynuacja znanej serii o odważnym Goku, przyjaciołach i Smoczych Kulach

Ocena8
Fabuła9
Postacie8
Grafika7
Muzyka9

Świat, w jakim odgrywa się akcja, zasadniczo nie zmienia się od poprzedniej serii. Mija ledwie 5 lat od zakończenia fabuły Dragon Balla, więc zmiany nie mogą być duże. Wciąż widzimy wielkie, zatłoczone miasta, nad którymi górują poprzeplatane autostradami wieżowce, a także prowincjonalne miasteczka oraz wsie i dużo, dużo nietkniętych przez ludzi lasów, pustyń, mórz, łąk, gór i pustkowi. Czas trwania kolejnej serii jest znacznie dłuższy, a sama akcja jest zdecydowanie szybsza i bardziej intensywna, co sprawiło, że zaawansowany technicznie świat Dragon Balla pędzi jeszcze szybciej do przodu. I odbywa się to nie tylko za sprawą znanej nam Ziemi, lecz także tej z innych wymiarów czasowych oraz innych planet, na których nauka doszła jeszcze dalej niż na tej, którą zamieszkują nasi bohaterowie. Mamy również okazję podziwiać piękne krajobrazy, i to nie tylko na naszej planecie. Szczególnie długo akcja rozgrywać będzie się na Namek – rodzimej planecie Piccolo, gdzie można w zasadzie czuć się tak, jak na Ziemi (jednak takiej uboższej w roślinność i zwierzynę), gdyby nie to, że niebo i trawa zamieniły się kolorami.

Fabuła już od samego początku jest interesująca i daje nadzieje na to, że w końcu rozwinięte zostaną pominięte wcześniej wątki. Otóż na Ziemię przybywa tajemniczy wojownik, który podobnie jak nasz główny bohater – Son Gokū, ma małpi ogon. Na samym początku serii pojawia się również niezwykle ważna postać, tj. Son Gohan – syn Gokū i jego żony Chichi. Cóż, nie będę streszczał fabuły, przytaczał każdej pojedynczej postaci, która się pojawia jako nowość, każdego kolejnego przeciwnika i zwrotu akcji, bo zwyczajnie nie sposób tego uczynić. Przybycie Raditza, bo tak ma na imię ów osobnik, jest tylko przyczynkiem, pierwszym ogniwem w łańcuchu zdarzeń, które ustanowi zupełnie nowy porządek, stawiając przed bohaterami nowe wyzwania. Jednym z takich zdarzeń będzie pojawienie się Vegety, również pobratymca naszego Son Gokū. Jego pojawienie się doda nam jeszcze trochę informacji dotyczących korzeni głównego bohatera, a on sam szybko stanie się niemal głównym bohaterem, od którego w tej serii zależeć będzie bardzo dużo.

Znacznie przyspieszy, a także skieruje akcję na nowe tory fakt spełnienia się pewnej legendy, przed którą drżeli nawet najmocniejsi. Warto też wspomnieć o tym, że pojawi się też bardzo poważny wróg z pierwszej serii Dragon Balla. Dziać będzie się dużo, pojawią się nowe postacie, nowe miejsca, nowe cele i nowi wrogowie, jednakże popularnej Zetce nie zabraknie wewnętrznej spójności, która jeśli nie teraz, to ujawni się 10 czy 15 odcinków dalej. Autor, czyli znany bardzo dobrze Akira Toriyama, i tym razem poradził sobie ze stworzeniem długiej, logicznej całości, którą po prostu chce się oglądać. Muszę jednak nadmienić, że od teraz zmienia się rola bohatera tytułowego – Smoczych Kul. O ile w pierwszej połowie stanowią jeszcze cel sam w sobie (choć już nie dla naszych bohaterów), to potem używane są już tylko doraźnie. Co prawda cały czas wiele zależy od nich i od smoków (w arcyciekawych okolicznościach pojawia się i działa drugi smok), ale spontanicznego poszukiwania kul już brakuje i brakuje tego, bądź co bądź, wesołego klimatu, który jemu towarzyszył. Seria spoważniała, wrogowie stali się groźniejsi, a bohaterowie dojrzeli – Bulma już nie marzy o tonie truskawek, a Gokū jest już dojrzałym mężczyzną. Tego klimatu trochę brakuję, ale trzeba przyznać, że z czegoś trzeba było zrezygnować, żeby uczynić Dragon Balla poważniejszym. Nie uważam, by był to błąd – to tylko sentyment do pierwszej serii.

Chciałbym też zwrócić uwagę krytykom serii chcącym zarzucić jej to, że fabuła jest płytka i mało wymagająca. Dragon Ball to w gruncie rzeczy przygodówka traktująca o sztukach walki, a jego kontynuacja jest poważniejszą jego wersją. Ani przez chwilę DBZ nie miał być zmuszającym do głębokiej refleksji nad sensem istnienia anime. Nie był żadną próbą interpretacji ani klasycznej, ani alternatywnej filozofii, tylko serią przygodową, z wieloma elementami komedii, przeznaczoną dla dzieci i młodzieży. A zwrócić uwagę miał na konieczność pomocy tym, którzy pomocy potrzebują, na przyjaźń i jej pielęgnację oraz zachęcać do pracowitości i uczciwości. Nie uważam, by mogły to być dostateczne powody, aby zdeprecjonować serię Dragon Ball Z.

W serii mamy ciekawe, niezbyt nachalne wstawki zaczerpnięte z kultury Dalekiego Wschodu. Chociażby fakt, że ważnym zwierzęciem na Wschodzie jest wąż, znalazło swoje odzwierciedlenie w Drodze Węża czy Wężowej Księżniczce. Pojawia się też sporo elementów, sugerujących, że świat tego anime to nie tylko świat Chin i Japonii, ale także Europy czy Ameryki. Każdy oceni to sam, jednemu może się to podobać, inny z kolei uzna, że można sobie podarować swoistą komercjalizację niegdyś buddyjskiego (przynajmniej tak wyglądającego w Dragon Ballu) Tenkaichi Budōkai, które zaczęło przypominać amerykańskie festyny siłaczy poprzebieranych za dziwaków. Nic do tego w gruncie rzeczy nie mam, ale w Dragon Ballu mi się to nie spodobało.

Dragon Ball Z również jest bogaty w całe spektrum wyjątkowych postaci. Nastąpiło sporo zmian, niektóre straciły na znaczeniu, spadając do rangi trzecioplanowych, a nawet epizodycznych, niektóre zyskały, niektóre stały się wręcz pierwszoplanowymi.

Na pierwszym planie wciąż Son Gokū – tym razem już dorosły, choć wciąż bardzo roztargniony, naiwny, może nawet trochę głupawy i momentami strasznie beztroski. Jednak w krytycznych i arcypoważnych chwilach jego uśmiech znika, a on sam staje się śmiertelnie poważny, skoncentrowany i robi to, co lubi i umie najbardziej – czyli walczy. Wciąż jest waleczny, ciężko pracuje i jest gotów w każdej chwili oddać nawet życie w obronie swoich bliskich, przyjaciół, a także planety i jej mieszkańców, której przysiągł bronić zawsze wtedy, kiedy to będzie konieczne. Nadal jest nieczuły na przeciwności losu, otwarty, szczery, wesoły i uprzejmy; stał się także z niego dumny i dojrzały wojownik; wymagający i wyrozumiały zarazem trener; przykładny mąż, opiekuńczy, choć momentami potrafiący być surowym, ojciec. Chociaż kwestia zachowania wobec rodziny narodziła sporo kontrowersji.

Vegeta to kolejna arcyważna postać, z początku dumny, wyniosły i niedostępny. Wraz z upływem czasu i pod wpływem innych bohaterów ukazuje swą lepszą stronę. Co prawda wciąż jest chłodny, małomówny i zdystansowany, jednak znacznie łagodnieje i staje się potężnym wzmocnieniem. Na uwagę zasługują też jego relacje z głównym bohaterem, z którym wbrew pozorom wiele go łączy. Są równie twardzi i pracowici, choć ukształtowani zostali przez różne środowiska. Vegeta jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w Dragon Ball Z, a zdania o nim są podobnie podzielone jak te dotyczące Piccolo – jedni go kochają, drudzy nienawidzą.

Bliżej przedstawię jeszcze tylko Son Gohana, ponieważ wszystkich postaci jest zbyt dużo, aby każdej poświęcić własny akapit, a ta postać akurat nie może zostać pominięta. Gohana poznajemy jako małego, pogodnego i strachliwego chłopca. Nie ma w nim ani w wieku dziecięcym, ani dorosłym, tak głębokiego zamiłowania do treningu i walki, jakim odznaczał się zawsze jego ojciec. Choć nie wydaje się zbyt silny, to potrafi walczyć, jednak do pokazania pełni możliwości potrzebuje impulsu – czegoś, co wyprowadzi go z równowagi. Wtedy siła Gohana bardzo szybko rośnie, a on sam staje agresywny i nieobliczalny. Z czasem zaakceptował swoją rolę jako wojownika i potrafi przystąpić do walki tak jak przystało. Mimo tego, że nie jest taki jak ojciec, to kiedy trzeba, potrafi się zaprzeć, zmobilizować i solidnie trenować. Za sprawą wymagającej, momentami wręcz apodyktycznej matki już jako 9-10 letni chłopak jest znacznie poważniejszy i czasem dojrzalszy (jako człowiek, nigdy jako wojownik) od swojego roztrzepanego ojca. Pod jego długą nieobecność potrafi też nawiązać dobre relacje z młodszym rodzeństwem. Podobnie jak ojciec, bardzo chętnie pomaga innym oraz łatwo nawiązuje kontakty. Mimo to nie jest aż tak śmiały i bezpośredni w kontaktach z innymi ludźmi jak Son Gokū. Dzięki Gohanowi grupa naszych bohaterów zyska potężnego sprzymierzeńca.

Pojawia się mnóstwo innych postaci, wierny przyjaciel Gokū – Kuririn, genialna naukowiec Bulma, od której wciąż bardzo dużo zależy; bardzo inteligentny, poważny i waleczny Piccolo; młodzi utalentowani wojownicy, przypominający z charakteru swoich nie tylko rodziców, a także inne dzieci w swoim wieku. Nie sposób nie wspomnieć o dwóch chyba największych komikach w Dragon Ball Z: znanym wszystkim Żółwim Mistrzu oraz błaznującym i cwanym nowym mistrzu Mr. Satanie. Nie zabraknie też Tenshinhana, Jiaozi, Yamchy, przyjaznych zwierzaków, Chichi i jej olbrzymiego, ale sympatycznego ojca, zabawnych rodziców Bulmy, paskudnej Uranai Baby, Lunch, Karina, nieporadnego Yajirobē i całej reszty znanych nam postaci, które jednak będą musiały się zadowolić mniejszym znaczeniem w świecie DBZ.

Pojawi się też kilku wrogów, z którymi będą musieli się zmierzyć nasi bohaterowie: bezlitośni, sadystyczni, będący wręcz wcieleniem czystego zła; wykonujący swą misję, wierni bądź nie swym twórcom; głupi, bezmyślni i nieobliczalni. Każdy z nich pełni rolę big bossa na końcu poziomu, któremu towarzyszy masa podkomendnych. Jednakże od bossów z gier wideo odróżnia ich to, że każdy z nich ma swoją przeszłość, cele i osobowość.

Mnodzy, różnorodni, interesujący, z czasem rozwijający się i przechodzący wewnętrzne przemiany bohaterowie to wielka zaleta DBZ i kolejny z powodów, dla których warto sięgnąć po ten tytuł.

Teraz przystąpię do oceny grafiki. Podobnie jak w poprzedniej serii nie brakuje starannie przygotowanych krajobrazów, czy to stworzonych przez człowieka, czy naturalnych. Zwłaszcza te drugie są świetne. Jednak nie obędzie się bez niedociągnięć: możemy zaobserwować tę samą powtarzalność tła, jaka miała miejsce w serii Dragon Ball. Kiedy dana postać leci, to mija te same chmury, a spoglądając w dół, powtarzają się te same wysepki, wzgórza, skały i drzewa. Można odnieść przez to wrażenie, że poruszamy się w kółko. Jednak z uwagi na czas powstawania DBZ możemy to chociaż trochę usprawiedliwić. W dobie dzisiejszej technologii animacji byłoby znacznie ciężej zaakceptować coś takiego. Design postaci nieco się zmienił. O ile na początku wszystko przypomina jeszcze starego Dragon Balla, to później kreska staje się ostrzejsza, sztywniejsza i bardziej kanciasta. Te zmiany dotykają chwilami nawet fizyczną budowę bohaterów. Wygląda to dość nienaturalnie, jednak nie jest zbyt uciążliwe. Oczy przestają być okrągłe, podobnie jak i mięśnie, które czasem wręcz przypominają kształtem kostki. Poważniejszym natomiast problemem dla widza może być fakt, że nie zawsze postaci są przygotowane z równą starannością. Po pięciu odcinkach idealnej wręcz (bądź chociaż odbieranej jako pozytywna) kreski następują, powiedzmy trzy, w których pozostawia ona wiele do życzenia, np. oczy są zbyt duże albo głowa ma nieco inny kształt. Wygląda to czasem na robotę animatora-amatora. Powtarza się również wada znana nam wcześniej: postaci nie poruszają się podczas mówienia, co wygląda nienaturalnie i sztywno. Mimo to kreskę należy ocenić pozytywnie. Dodatkowo na uznanie zasługują designy wielu nowych postaci, spośród których mi najbardziej do gustu przypadły te przygotowane dla Freezy.

Z racji tego, że większość z nas, o ile nie wszyscy, poznała Dragon Ball Z dzięki stacji RTL 7, to nie zetknęliśmy się z w pełni oryginalną oprawą muzyczną. Motywy muzyczne występujące w serii nie zostały zmienione i były zgodne z wersją japońską. Wszystkie oceniam wysoko: muzyka towarzyszyła zarówno fragmentom wesołym i luźnym, jak i tym poważniejszym, niekiedy krytycznym i decydującym. Utwory dopasowane zostały i do obserwowanych na ekranie radości, konsternacji, strachu, niepewności i smutku. Co zaś się tyczy openingu i endingu, czuję duży sentyment do wersji francuskiej, gdyż to ją poznałem i polubiłem te dwie francuskie piosenki. Tak samo dobrze oceniam intro i outro japońskie, choć z racji tego, że poznałem je później, już tak głęboko w pamięci mi nie zapadły. Pozytywnie odbierałem również głosy imitujące odgłosy natury, mechaniki oraz walki. Innymi słowy muzyce również wystawiam dobrą ocenę – lepszą niż grafice.

Głównym tematem Dragon Balla jest walka i to właśnie walkom należy się osobny akapit. Podobnie jak w poprzedniej serii, także i tutaj przyglądamy się starciom 1 na 1 oraz takim, w których dysproporcja sił musi być zrównana liczebną przewagą. Turnieje sztuk walki, zwane w świecie Dragon Balla Tenkaichi Budōkai, znacznie straciły na znaczeniu, za to znaczenia nabrały częstsze walki z zagrażającymi naszym bohaterom przeciwnikami. Nie brakuje spektakularnych technik i nagłych zmian dominacji na polu bitwy. Częściej będziemy świadkami krwawych walk na śmierć i życie, brutalnych ataków, braku litości i sadyzmu. Powtarza się za to niestety wada znana nam z poprzedniej serii – walki są czasem sztucznie przedłużane, jednak to jeszcze można przeżyć. Prawdziwą bolączką są długie rozmowy i wpatrywanie się w przeciwników. Paradoksalnie wadą jest również zbyt duży wzrost parametrów wojowników – stają się oni z czasem tak silni i szybcy, że dokonując kolejnych postępów, nie da się już tego oddać na ekranie. Tak naprawdę o większej sile wiemy dlatego, że tak zostało powiedziane. Na szczęście walki nie przynudzają, wciąż są emocjonujące, a zadawane ciosy są atrakcyjne dla oczu.

Dragon Ball Z, podobnie jak poprzednik, zawiera też wiele elementów komedii. Do dwóch najzabawniejszych moim zdaniem postaci: wiecznie roztrzepanego Gokū i starego zboczeńca Żółwiego Pustelnika dołączy też nowy mistrz sztuk walki (trzeba przyznać, że lekko samozwańczy) – Mr. Satan: tchórz jakich mało, ale potrafiący zaczarować swoich wielbicieli. Ten tercet nie raz i nie dwa rozrusza publikę swoimi wypowiedziami, gestami i błazeństwami. Prócz nich paru innych bohaterów będzie miało okazje, by zaprezentować swoje poczucie humoru, nieporadność, czy zaskoczyć nas w sytuacji pozornie poważnej solidną porcją śmiechu. Humor jest tutaj bardzo ważny, pozwala nam uciec z powrotem do lekkiej i przyjemnej atmosfery Dragon Balla i jest odmianą dla niemal niekończącej się atmosfery niepokoju, jaka panuje w DBZ.

A teraz gwoli podsumowania, Dragon Ball Z to bez wątpienia klasyk godny polecenia każdemu, kto ma ochotę obejrzeć coś dobrego, interesującego, wciągającego, zabawnego i trzymającego równy, wysoki poziom. Nie brakuje dobrej i logicznie złożonej fabuły obfitującej w częściowo rozwiązane wątki tajemnic naszych bohaterów (bardzo dobra gratka dla fanfikowców). Świetna oprawa dźwiękowa, dotycząca zarówno różnego rodzaju odgłosów, podkładu oraz intro i outro. Grafika, choć nie jest doskonała i nie ustrzegła się niedoróbek, zasługuje na uwagę i pozytywne uznanie. Nie braknie też ogromu oryginalnych postaci: starych i nowych, które dynamicznie będą się zmieniać, rozwijać, wpływać nawzajem na siebie. W końcu nie braknie też dobrych, choć niestety niedoskonałych walk i dużej porcji dobrej zabawy. Dragon Ball Z to zdecydowanie anime, które powinien znać każdy. Czy lepsze od Dragon Balla? Tego nie wiem.

+
Jan Baptista van Helmont
Jan Baptista van Helmont
13 maj 2016 22:12

Dodaj komentarz

Komentarze (2)

Mateusz
przed 2014
Bardzo dobra recenzja Ci wyszła Joe :) szkoda, że nie pochwaliłeś się rozpoczęciem prac :P

Mam tylko jedno zastrzeżenie:

"Prócz nich paru innych bohaterów będzie miało okazję, by zaprezentować swoje poczucie humoru, nieporadność, czy zaskoczyć nas w sytuacji pozornie poważnej solidną porcją śmiechu".

Zamiast 'okazję' powinno być 'okazje', gdyż bohaterów było kilku, więc mieli kilka okazji, a nie jedną okazję.

Dziękuję za recenzję świetnego anime.
Jan Baptista van Helmont
przed 2014
Przed rozpoczęciem prac nie było się czym chwalić. xD

Zaloguj się, aby dodać do listy.

Statystyki

ocena: 8,02 (7 głosów) #94

popularność: 9 #24

ulubione: 3

Oceny znajomych

Zaloguj się, aby zobaczyć.

Powiązane tytuły

Dragon BallDragon Ball
manga, 1984, pierwowzór
Dragon BallDragon Ball
seria TV, 1986, prequel
Dragon Ball Z: Martwa strefaDragon Ball Z: Martwa strefa
film, 1989, historia poboczna
Dragon Ball Z: Najsilniejszy wojownik na ZiemiDragon Ball Z: Najsilniejszy wojownik na Ziemi
film, 1990, historia poboczna
Dragon Ball Z: Największy pojedynek na świecieDragon Ball Z: Największy pojedynek na świecie
film, 1990, historia poboczna
Dragon Ball Z Special: Tatta Hitori no Saishū Kessen - Freeza ni Idonda Z Senshi Kakarotto no ChichiDragon Ball Z Special: Tatta Hitori no Saishū Kessen - Freeza ni Idonda Z Senshi Kakarotto no Chichi
special, 1990, historia poboczna
Dragon Ball Z: Super Saiya-jin da Son GokūDragon Ball Z: Super Saiya-jin da Son Gokū
film, 1991, historia poboczna
Dragon Ball Z: Tobikkiri no Saikyō tai SaikyōDragon Ball Z: Tobikkiri no Saikyō tai Saikyō
film, 1991, historia poboczna
Dragon Ball Z: Gekitotsu!! 100-oku Power no Senshi-tachiDragon Ball Z: Gekitotsu!! 100-oku Power no Senshi-tachi
film, 1992, historia poboczna
Dragon Ball Z: Kyokugen Battle!! Sandai Super Saiya-jinDragon Ball Z: Kyokugen Battle!! Sandai Super Saiya-jin
film, 1992, historia poboczna
Dragon Ball Z Special: Zetsubō e no Hankō!! Nokosareta Chō-Senshi - Gohan to TrunksDragon Ball Z Special: Zetsubō e no Hankō!! Nokosareta Chō-Senshi - Gohan to Trunks
special, 1993, historia poboczna
Dragon Ball Z: Moetsukiro!! Nessen, Ressen, Chō-GekisenDragon Ball Z: Moetsukiro!! Nessen, Ressen, Chō-Gekisen
film, 1993, historia poboczna
Dragon Ball Z: Ginga Giri-Giri!! Butchigiri no Sugoi YatsuDragon Ball Z: Ginga Giri-Giri!! Butchigiri no Sugoi Yatsu
film, 1993, historia poboczna
Dragon Ball Z: Kiken na Futari! Super Senshi wa NemurenaiDragon Ball Z: Kiken na Futari! Super Senshi wa Nemurenai
film, 1994, historia poboczna
Dragon Ball Z: Super Senshi Gekiha!! Katsu no wa Ore daDragon Ball Z: Super Senshi Gekiha!! Katsu no wa Ore da
film, 1994, historia poboczna
Dragon Ball Z: FuzjaDragon Ball Z: Fuzja
film, 1995, historia poboczna
Dragon Ball Z: Atak smokaDragon Ball Z: Atak smoka
film, 1995, historia poboczna
Dragon Ball GTDragon Ball GT
seria TV, 1996, kontynuacja
Dragon Ball: Ossu! Kaette Kita Son Gokū to Nakama-tachi!!Dragon Ball: Ossu! Kaette Kita Son Gokū to Nakama-tachi!!
special, 2008, historia poboczna
Dragon Ball Z KaiDragon Ball Z Kai
seria TV, 2009, streszczenie
Dragon Ball: Episode of BardockDragon Ball: Episode of Bardock
special, 2011, historia poboczna
Dragon Ball Z: Kami to KamiDragon Ball Z: Kami to Kami
film, 2013, historia poboczna
Dragon Ball KaiDragon Ball Kai
seria TV, 2014, streszczenie
Dragon Ball Z: Fukkatsu no "F"Dragon Ball Z: Fukkatsu no "F"
film, 2015, historia poboczna
Dragon Ball SuperDragon Ball Super
seria TV, 2015 , historia poboczna
Dragon Ball Z: The Real 4-DDragon Ball Z: The Real 4-D
special, 2016, historia poboczna