Recenzja Abarenbō Rikishi!! Matsutarō (seria TV, 2014–2014)

Abarenbō Rikishi!! Matsutarō
produkcja:seria TV
odcinki:23
premiera:6 kwietnia 2014 – 28 września 2014
czas trwania:23 min
7,0
Dobre (1 ocena)

Recenzja Abarenbō Rikishi!! Matsutarō

Ocena7
Fabuła6
Postacie7
Grafika7
Muzyka6

Produkcji o sumo jest jak na lekarstwo, również anime o tej tematyce powstało raptem kilka. Choć znany, nie jest to sport modny, szczególnie wśród młodych z każdym rokiem tracący na popularności, mimo to w 2014 roku podjęto się stworzenia serii właśnie o tej tematyce – i to w formie przywodzącej nieco na myśl klasyczne serie.

Główny bohater Abarenbō Rikishi!! Matsutarō, tytułowy Matsutarō Sakaguchi, to ewidentny przykład nieudawanego antybohatera. W odróżnieniu jednak od postaci z innych serii określanych tym mianem w pełni na nie zasługuje. Mimo niemłodego wieku zamiast podjąć się pracy wciąż uczęszcza do gimnazjum, w którym jego ulubionym miejscem jest pokój nauczycielski, ponieważ może tam spoglądać na profesor Reiko, w której się nieskrycie podkochuje. Żeby tego było mało, jest to typowy prostak, zdający się nie mieć szacunku nawet do najbliższych mu osób, tj. matki i pięciorga młodszego rodzeństwa. Swoim zachowaniem odpycha, przez co z początku ciężko go polubić. Uczucia takie jak empatia są mu całkowicie obce. Nie ma celu w życiu, a jego jedyną zaletą, którą mógłby wykorzystać, jest wręcz nadludzka siła.

Pewnego dnia po incydencie zakończonym odsiadką delikwenta w areszcie nauczyciel z gimnazjum, Shimada, mający na uwadze dobro swego "ucznia", ale również innych mieszkańców wioski, postanawia znaleźć mu pracę. Zrządzeniem losu natykają się na sumitów, z którymi Matsutarō wchodzi w sprzeczkę, głośno wyrażając swoje niewybredne zdanie na temat ich profesji. W efekcie jego siłę dostrzegają trenerzy sumo i wkrótce przenosi się do Tokio, do siedziby jednej ze stajni – nie po to jednak, by sumiennie trenować, ale z czysto prywatnych pobudek. Nie zamierza dostosowywać się do panujących w niej warunków, podporządkowywać się starszym zawodnikom czy też z kimkolwiek się zaprzyjaźniać.

I tu zaczynają się schody. Choć główny bohater od początku nie jest rasowym sportowcem ani nawet nikim aspirującym do tego miana, widz oczekiwałby, że historia przynajmniej w jakimś stopniu potoczy się w typowym dla większości sportówek stylu – treningi w pocie czoła, motywowanie się, pokonywanie kolejnych szczebli – a jeśli nie, to może będzie przynajmniej z gatunku tych realistycznych. Nic bardziej mylnego. Bohaterowie co prawda posługują się odpowiednią dla środowiska sumo terminologią, pojedynki zdają się być rozgrywane zgodnie z zasadami, jednak główny nacisk położono na zupełnie inny element – humor. Mimo że więc seria traktuje o sumitach, absolutnie nie należy nastawiać się na rozbudowany wątek sportowy czy źródło wiedzy o sumo.

Humoru w Abarenbō Rikishi!! Matsutarō jest sporo. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że więcej w serii jest komedii aniżeli sportowego ducha. Co więcej, humor jest niewysokich lotów, a ten albo się lubi, albo nienawidzi. Osobiście lubię i choć spodziewałem się obejrzeć anime o walkach sumo na pierwszym planie, po paru odcinkach zmieniłem swoje nastawienie, co mimo pewnego rozczarowania pozwalało mi czerpać przyjemność z dalszego oglądania. Z odcinkami przepełnionymi gagami mamy do czynienia przez cały czas trwania serii – aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że bywają i nieco ponure momenty, odzwierciedlające powolne zmiany zachodzące we wnętrzu głównego bohatera. Dodatkowo w ścisłym finale historia ewidentnie robi się słodko-gorzka bez miejsca na głupie scenki. Być może więc w dalszej części, gdyby producenci zdecydowali się kontynuować, fabuła weszłaby w bardziej sportowe klimaty, na czym seria z pewnością by zyskała. Historia przedstawiona w anime, tj. przygody Matsutarō i postaci w jego otoczeniu (jest bowiem trochę wątków pobocznych), potrafi być dość zajmująca, w większości jednak jest to w dalszym ciągu poziom nieskomplikowanej komedii.

Mangowy pierwowzór na zachodzie jest w zasadzie nieznany, ale po pobieżnym przejrzeniu wydaje się być bardziej poważny i skoncentrowany na tematyce sportowej. Manga w końcu wydawana była w magazynie seinen – po animowanej adaptacji jednak ciężko byłoby to odgadnąć, ponieważ ta ewidentnie kierowana jest do młodszego odbiorcy. Zapewne to było przyczyną przekształcenia serii w komedię, co pozwoliło nieco złagodzić negatywny odbiór głównego bohatera i jego nieciekawej sytuacji życiowej, czyniąc ją tym samym odpowiedniejszą dla młodszych widzów.

W serii uwagę zwraca dość nietypowa, jak na dzisiejsze czasy, grafika, a właściwie projekty postaci. Pod tym względem anime zostało wyraźnie zrobione w starym stylu, odstającym od dzisiejszych standardów. Widać, że twórcom zależało na wiernym oddaniu kreski mangaki odpowiedzialnego za pierwowzór. Z małym jednak zastrzeżeniem: o ile postacie męskie są niemalże kropka w kropkę przeniesione z mangi, tak kobiece w wersji animowanej zdają się być znacznie atrakcyjniejsze. Od strony wizualnej seria niczym na plus się nie wyróżnia (pomijając nieoczywisty fakt, że postacie wyglądają oryginalnie, a nie jak w co drugiej serii z ostatnich lat) – odcinki zostały zrealizowane raczej małym nakładem środków.

Muzycznie anime również się nie wybija, niemniej muzyka nie jest zła. W zależności od sceny słychać nieraz takie czy inne zdające się pasować do tematyki sumo klasyczne instrumenty perkusyjne. Uwagę przykuwa nie do końca melancholijny opening w stylu enka, w którym słyszymy kobietę i mężczyznę, a w tym drugim przypadku konkretnie aktora i piosenkarza Kena Matsudairę, który jednocześnie wcielił się w rolę głównego bohatera serii. Endingu natomiast brak, jak również zapowiedzi następnych odcinków – strata niewielka. Nie sposób nie wspomnieć o narratorze, który od drugiego odcinka streszcza wydarzenia z poprzednich, robi to jednak w sposób barwny i bezpośredni, nie szczędząc przy tym szczerych komentarzy na temat zachowania głównego bohatera. Zajął się tym aktor głosowy Issei Futamata, odpowiedzialny również za rolę nauczyciela Shimady.

Miłośnikom sportowych anime oczekującym czegoś wciągającego, motywującego, porównywalnego z innymi z gatunku niniejszej serii nie polecam, bo tego nie dostaną. Abarenbō Rikishi!! Matsutarō nie jest pełnowymiarową sportówką, nie mówiąc już o zawadiackim głównym bohaterze, stanowiącym przeciwieństwo wzoru do naśladowania. Powinna jednak przypaść do gustu fanom komedii z gagami właściwymi seriom z ubiegłego wieku.

+
Shounen
Shounen
29 listopada o 21:03

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać do listy.

Statystyki

ocena: 7,00 (1 głos)

popularność: 1 #589

ulubione: 0

Oceny znajomych

Zaloguj się, aby zobaczyć.

Powiązane tytuły

Notari MatsutarōNotari Matsutarō
manga, 1973, pierwowzór
Notari MatsutarōNotari Matsutarō
OVA, 1990, wersja alternatywna