Recenzja Deuraegon Bol: Ssawora Son Ogong, Igyeora Son Ogong (film live-action, 1990)

Deuraegon Bol: Ssawora Son Ogong, Igyeora Son Ogong
produkcja:film live-action
premiera:12 grudnia 1990
czas trwania:1 godz. 45 min
5,0
Średni (1 ocena)

Smocze Kule po koreańsku

Ocena5
Fabuła5
Postacie2
Grafika2
Muzyka5

Choć Japończycy nigdy nie nakręcili aktorskiego Dragon Balla, inne nacje robiły to dość chętnie, a szlak przetarli Koreańczycy. W szóstym roku od wystartowania mangi północnokoreańscy filmowcy nakręcili film adaptujący historię znaną z pierwszych rozdziałów. Na wstępie należy zaznaczyć, że film jest nieoficjalny, twórcy nie postarali się o licencję na film aktorski, która była zapewne poza ich zasięgiem, i co się z tym wiąże – jego budżet był niski. W efekcie występujący w nim aktorzy to w większości amatorzy, których kariera filmowa najwyraźniej rozpoczęła się i zakończyła na omawianej pozycji. Bogatszą filmografią może pochwalić się jedynie pan grający Żółwiego Pustelnika, choć i tutaj nie ma mowy o poważnych produkcjach. Plus tego taki, że twórcy nie musieli "skazywać się" na znane twarze, dzięki czemu wiek wybranych aktorów zgadza się mniej więcej z wiekiem odgrywanych przez nich postaci, co w hollywoodzkiej adaptacji Dragon Balla nie miało miejsca.

Deuraegon Bol: Ssawora Son Ogong, Igyeora Son Ogong adaptuje historię znaną z początków mangi, a więc rozpoczynające całą przygodę spotkanie Bulmy z Gokū, następnie poszukiwania Smoczych Kul, aż w końcu trafienie do zamku Pilafa i przyzwanie smoka. Podtytuł można przetłumaczyć jako "walcz, Son Gokū, wygrywaj, Son Gokū", co dobrze oddaje ducha filmu. Przez większą jego część scenariusz praktycznie zgadza się z zawartością komiksu, konkretne rozbieżności pojawiają się dopiero po włączeniu się do akcji Pilafa. Niski budżet daje o sobie znać już od pierwszych minut, kiedy to widzimy młodzieńca z włosami sterczącymi na wszystkie strony wykonującego w lesie "akrobacje" i rąbiącego drewno w iście dragonballowym stylu. Co prawda linek pomocniczych nie zauważyłem (zapewne przez niską jakość nagrania), niemniej wszystkie sceny skoków i unoszenia się w powietrzu ludzi oraz przedmiotów – a jest ich naprawdę wiele – wyglądają tak sztucznie, jak to tylko możliwe.

Warto mimo wszystko docenić, że twórcy nie poszli na łatwiznę i nie zignorowali najważniejszych postaci czy przedmiotów trudnych do przeniesienia na film aktorski – choć może powinni to zrobić ze względu na niski budżet. Mowa tutaj m.in. o chmurce Kinto służącej jako środek transportu, a jeśli chodzi o postacie – obdarzony mową żółw morski, gadająca świnia Ulong czy też przypominający kota Puar. Czy wyszło to dobrze – z pewnością nie, ale to raczej drugorzędna sprawa. Nie można zaprzeczyć, że w przenoszeniu tych trudnych elementów na ekran twórcy byli dość pomysłowi i nie trzymali się jednego schematu. I tak przykładowo Ulong to aktor paradujący w niewymiarowej masce łudząco przypominającej twarz znaną z anime, a Puar – po prostu pluszak (ale nie byle jaki, bo z papierosem w gębie!). Najwiarygodniej moim zdaniem przedstawiony został żółw. Nie zrezygnowano również z wizualizacji Shen Longa, Boskiego Smoka – w tym przypadku nie pokuszono się o rzeczywisty model, posłużono się natomiast skromną animacją. To nie koniec niespodzianek – do stworzenia Smoczego Radaru wykorzystano konsolę Nintendo (lub jej podróbkę). Odpuszczono sobie natomiast "potwory" o dużych gabarytach, nie wycięto ich jednak z historii, że niby nieistotne – w miejscu pterodaktyla oraz dinozaura pojawili się... mężczyźni w pancerzach.

To samo można powiedzieć o miejscach, w których dzieje się akcja. W komiksie bohaterowie z każdym rozdziałem przemierzali świat w poszukiwaniu Smoczych Kul i często zmieniali otoczenie, nie inaczej jest w koreańskiej adaptacji – najpierw mamy las, wkrótce akcja przenosi się na plażę (która posłużyła jednocześnie za tereny pustynne...), nie zabrakło też wyprawy wzdłuż rzeki po akcji z Ulongiem czy wyspy Żółwiego Pustelnika (która jednak z wyspą nie miała wiele wspólnego). Absolutnie nie można powiedzieć, że bohaterowie stoją w miejscu, niemniej wszystkie przedstawione lokalizacje prezentują się bardzo ubogo i prymitywnie.

W filmie zdecydowanie nie brakuje humoru, a więc jednego z głównych elementów uniwersum Smoczych Kul. Niestety jakość gagów, jak cała reszta, pozostawia wiele do życzenia. Powiecie, że przecież humor w mandze też nie był wysokich lotów? Koreańscy filmowcy poszli dalej i postarali się o gagi jeszcze bardziej prymitywne, bardziej żenujące aniżeli śmieszne. Niemniej część z nich jest tak absurdalnie głupia, że z pewnością pozostanie na długo w pamięci – przede wszystkim sceny z udziałem Żółwiego Pustelnika czy też "epicka" potyczka zaserwowana na zakończenie. Film jest na tyle wierny mandze, że nie zabrakło w nim również kilku scen mogących uchodzić za niemoralne – oferowanie dotknięcia tyłka w zamian za kulę, kąpieli Bulmy czy Gokū kładącego się na jej "podbrzuszu". Poza tym za sprawą efektów specjalnych, jakości rekwizytów czy oryginalnych rozwiązań fabularnych nie brak w filmie również humoru raczej niezamierzonego.

Co warto zaznaczyć, w filmie jest sporo walk – zdecydowanie więcej niż w rozdziałach mangi, na których został oparty. Nie są one również krótkie, wręcz przeciwnie, są dość rozbudowane. Ich realizacja to kompletna amatorszczyzna, niemniej to prawdopodobnie najmocniejszy punkt filmu. Szkoda tylko, że starcia kończą się najczęściej tajemniczą eksplozją przeciwnika, po którym zostaje tylko ogień – taki właśnie jest to film – nieważne co, nieważne czemu, byle tylko popchnąć akcję do przodu. Dodam jeszcze, że w filmie poza Gokū czy Yamchą ujrzymy również walki postaci, po których najmniej byśmy się tego spodziewali – na czele z Pilafem, który okaże się być największym twardzielem. Co Azja, to Azja – tam wszyscy znają sztuki walki!

Niniejsza produkcja jest idealnym przykładem tego, jak wyglądałby film aktorski na podstawie Dragon Balla – ale nie tylko, po prostu na podstawie mangi, w której mamy do czynienia z supermocami – gdyby chcieć na siłę zachować wszystkie elementy pierwowzoru i bez większego zastanowienia, bez konkretnych zmian (adaptacji!) przenieść je na duży ekran. Dlatego nie sposób podejść do tego filmu jakkolwiek na poważnie – należy go zakwalifikować raczej do kategorii "od fanów dla fanów". A scena, w której Gokū ogląda telewizję, a w niej fragment pierwszego odcinka, po czym zauważa, że postać w telewizorze przypomina jego samego, więc zaczyna naśladować jej ruchy, tylko w tym utwierdza. Z drugiej strony przy niektórych scenach można odnieść wrażenie, że mają na celu wyśmianie, sparodiowanie serii, a sami aktorzy zdają się zdawać sobie sprawę, że przyszło im grać w czymś zupełnie absurdalnym.

Jeśli chodzi o udźwiękowienie, film rozpoczyna się chwytliwą piosenką śpiewaną przez dziecięcy chór, której wersja instrumentalna kilkukrotnie przypomina o sobie również podczas trwania filmu. Muzyka jest przeciętna, w filmie słychać co prawda przeróżne kompozycje, najczęściej jednak widzowi towarzyszą bliżej niesprecyzowane dźwięki – tajemnicze niskiej jakości "pobrzdękiwanie" i bębnienie charakterystyczne dla starych filmów fantastycznych.

Film został wydany wyłącznie w Korei Południowej na kasetach VHS i na dzień dzisiejszy nie ma praktycznie możliwości legalnie go obejrzeć. Warto odnotować, że w 2014 roku w Hiszpanii pojawiło się bootlegowe wydanie DVD z filmem w nakładzie stu kopii – pod tytułem Dragon Ball Zero. Nie jest ono jednak warte większej uwagi, ponieważ wykorzystano w nim nagranie dostępne w internecie.

Czy film polecam? Komukolwiek? Jedynie największym fanom uniwersum Dragon Balla otwartym na nowe wyzwania. A z powodu wielu niewybrednych gagów i ogólnie sporej ilości humoru – szczególnie fanom pierwszej serii anime. Nie ma wątpliwości, że film to istna tandeta, można się jednak przy nim dobrze bawić, jeśli wiedzieć, czego się spodziewać. Na skutek bardzo niskiej jakości wykonania nawet wśród fanów opinie na temat filmu będą podzielone, więc pozostali, nieznający świata Smoczych Kul, zdecydowanie nie znajdą w nim niczego wartego uwagi.

+
Shounen
Shounen
16 listopada o 22:38

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać do listy.

Statystyki

ocena: 5,00 (1 głos)

popularność: 2 #21

ulubione: 0

Oceny znajomych

Zaloguj się, aby zobaczyć.

Powiązane tytuły

Dragon BallDragon Ball
manga, 1984, pierwowzór
Xīn qī lóng zhū Shén lóng de chuán shuōXīn qī lóng zhū Shén lóng de chuán shuō
film live-action, 1991, inne